PRACOWNIA   
ARTYSTYCZNYCH  STRON

Opublikowano 03-11-2013

WZRUSZENIE BLIKIEM ŚWIATŁA

W jednej z mrocznych sal Muzeum D’Orsey zatrzymał mnie blik światła na wodzie. Obraz nocy przesiąkniętej przejmującym chłodem.

Gęsta i ciężka aura wilgoci sączy się z płótna kroplami. Mgłą spowija przestrzeń przed obrazem.

Nagle i mimowolnie, zupełnie zatapiam się w materię tej nocy ciężkiej od gęstej, tłustej farby, kładzionej płaskim pędzlem pośpiesznie, grubo, “mokre w mokrym“.

Ten obraz pochłania.

Światła na wodzie - odbicia gwiazd i ulicznych lamp, rozbijają jednolitą przestrzeń na wielość krótkich, nerwowych blików spływających w dół, po grzbietach fal Rodanu.

Rzeka jak gdyby wyłania się z brzegów i zagarnia sobą skarpę, przy której znalazło przystań kilka ubogich łodzi rybaków.

Na pierwszym planie dwoje starców - kobieta i mężczyzna, przytuleni - ona wsparta na jego ramieniu szczelnie okrywa się chustą przed chłodem wilgotnej nocy.

Twarze zwrócili w górę i patrzą teraz wprost na mnie z przepaści czasu.

Przemożne jest uczucie, że oto malarz całym sobą stał się tutaj nocą, mrokiem i chłodem.

Zespolił się z widokiem i ze swoim obrazem.

I jak gdyby nie było już dystansu pomiędzy tym, który patrzył i tym, co było powodem jego wzruszenia. Jego doświadczeniem tamtej gwieździstej nocy nad Rodanem.

Dlatego wszystko wydaje się w tym przedstawieniu takie prawdziwe.

Teraz jego wzruszenie podarowane płótnu, powraca do mnie, do świata.

Wszystkie emocje oddane wiernie, z uczciwością tego, który się w malowaniu zatraca, emanują z tego obrazu.

Ten, kto patrzy na “Gwiaździstą noc nad Rodanem“- widzi i czuje to samo napięcie, pośpiech, ten sam chłód wilgotnej nocy. Oddycha tym samym zimnym powietrzem, którym oddychał gorączkowo van Gogh.

Kolor tego obrazu zawęża się zaledwie do niuansów ciemnych, głębokich błękitno-zielonkawych szarości.

Tylko gwiazdy na niebie, i światła kilku lamp, jarzą się żółcią i tworzą krótkie bliki na wodzie.

Na żadnej reprodukcji tego płótna, żadnym zdjęciu, nigdy nie widziałam nawet namiastki tej gęstej, zawiesistej atmosfery. Są one tylko barbarzyństwem popełnionym wobec subtelności i głębi kolorów, wobec nerwowego natężenia materii tamtej nocy, widzianej oczyma van Gogha. Po raz kolejny przekonuję się, że fotografia jest zaledwie miniaturowym uproszczeniem, namiastką obrazu.

Prawdziwą ucztą może być tylko bezpośredni kontakt z dziełem malarza.

Przed tym płótnem trzeba stanąć samemu, by poczuć jego głęboki smak.

Ten obraz zatrzymuje wszystkich bez wyjątku. Na bardzo długo.

Niektórzy odchodzą i wracają, nie mogąc się z nim rozstać.

Wzrusza jego prostota i szczerość, przymioty dostępne tylko mistrzom.

I ta niepozorna iskra uczucia, żaru, miłości do świata, która nie pozwala przejść obok obojętnie.

Nieustanny tłum kontemplujących tę “Gwiaździstą noc nad Rodanem” Vincenta van Gogha rozwiewa moje wątpliwości, czy człowiek współczesny potrafi jeszcze patrzeć na obrazy.

© www.artystycznestrony.pl i Renata Szpunar-Kubczyk