PRACOWNIA   
ARTYSTYCZNYCH  STRON

Opublikowano   06-06-2013

MILCZENIE MALARZA

Obraz jest milczącą obecnością.

Malarstwo jest ciszą.

Malarz kształtuje materię z tworzywa niemego.

Chociaż kolory na płótnie dźwięczą i tworzą harmonie. A ład obrazu jest jak porządek w orkiestrze - jeden dyrygent,  pierwsze skrzypce, drugie, basy brązów, żółcie trąbek …

I czasem mówi się, że obrazy krzyczą lub szepczą, a słowa, którymi je opisujemy są słowami muzyki.

Ale obrazy obywają się bez słów.

Nawet ich tytuły są niepotrzebnym dodatkiem i służą tylko tym, którzy przede wszystkim muszą wiedzieć “co to jest“, muszą odwołać się do czegoś, co znają. Co oswoili. Co daje złudzenie porozumienia i bliskości z twórcą, z drugim człowiekiem.

Bo sztuka to szukanie porozumienia, zrozumienia w drugim człowieku, chęć nawiązania rozmowy.

“Słowa są źródłem nieporozumień.” Dlatego obraz, który się bez nich obywa, jest  szansą.

I o obrazach trudno się opowiada.

Pomimo tysięcy słów w każdym języku. 

Obraz oddziałuje, lub nie … Wstrząsa lub nie … Pozostaje w głębi człowieka, lub rozpływa się w zapomnieniu.

Malarz bierze do ręki tuby z farbą, wyciska na paletę dokonując wyboru.

Potem sięga po pędzel i wszystkie swoje zmysły, intuicję, rozum, pamięć, wyobraźnię  koncentruje w każdej kładzionej plamie, tonie, formie.

Wszystko ma znaczenie. Nawet eteryczny laserunek - ślad pędzla delikatny jak muśnięcie skrzydłem motyla, zmienia zupełnie obraz.

Malarz musi być wciąż bardzo czujny, uważny. 

Malarz lubi swoją pracę. Chaos palety, z której kreuje porządek na płótnie. Lubi szorstką strukturę splotów lnu, kapiące od nadmiaru farby szczeciny pędzli, ich ruch uległy ręce.

Lubi swoje ręce, bo one czują prawie tak, jak widzą oczy. Ręce malarza nauczyły się przeobrażać odległe widoki w namacalną materię.

A malarz lubi materię.

W niej chciałby móc zawrzeć WSZYSTKO, chociaż już wie, że to niemożliwe …

Tak, doskonale wie, że niemożliwe … i nigdy pewnie się nie uda.

Ale podejmuje wciąż nowe próby. Przed nietkniętą bielą płótna musi być odważny, a potem cierpliwy, uparty.

Tak bardzo chciałby poczuć spełnienie. Ma w sobie nieustanną i narastającą wciąż, determinującą go przyrodzoną konieczność, przymus nieustannego szukania sposobu, innych rozwiązań, zmiany…

Wciąż jest niezadowolony. Wstydzi się tego, co zrobił, i bardzo nie lubi chodzić na własne wystawy. Patrzy z dystansem i zażenowaniem na marność swoich dokonań.

Ale malarz - to naprawdę szczęśliwy człowiek.


© www.artystycznestrony.pl i Renata Szpunar-Kubczyk