PRACOWNIA   
ARTYSTYCZNYCH  STRON

Opublikowano 11-02-2013

Żółty niepokój

W obrazie Dorothei Tanning  Eine kleine Nachtmusik panuje nastrój snu. Znane z codzienności rzeczy - drzwi, schody, dywan - nabierają w nim tajemniczego wyrazu. Artystka uzyskała taki efekt, gdyż zestawiła je z nieproporcjonalnie dużym kwiatem słonecznika i postaciami, które wyglądają, jakby przemieniały się w rośliny. Jedna z nich, z odchyloną  głową, przymkniętymi oczami, rozchyloną bluzką, jest jak rozmarzona Lolita.

Dorothea Tanning (1910-2012) Eine Kleine Nachtmusik, olej na płótnie 40,7 x 61 cm, 1943

(Foto: http://www.dorotheatanning.org/index.php)

Praca Tanning odpowiada teoriom ruchu surrealistycznego, który miał dążyć do połączenia tego, co logiczne i nielogiczne, racjonalne i irracjonalne. "Błąd polegał na uznaniu, że model trzeba brać ze świata zewnętrznego i nawet, że tylko stamtąd można go brać"pisał Andre Breton, „papież” surrealizmu (A. Breton, Surrealizm i malarstwo, w: Surrealizm. Teoria i praktyka literacka. Antologia, red. A. Ważyk, Warszawa 1973, s. 114). Trzeba sięgnąć do skarbca podświadomości i wyobraźni oraz odkryć tkwiące w nich zasoby. Liczy się wolność myśli i pragnień. Motyw schodów, jako metafora schodzenia w głąb siebie, w obszar intuicji, również współgra z założeniami surrealizmu. Równie interesujące są lekko uchylone drzwi, znajdujące się w najbardziej ciemnym fragmencie obrazu. Paradoksalnie, właśnie z nich bije bardzo intensywne światło. Co się stanie, gdy podejdzie się do nich i mocniej uchyli? Co znajduje się we wnętrzu i promieniuje kolorem? Jego odcień jest taki sam, jak barwa płatków słonecznika.

Żółte kwiaty bardzo mocno kojarzą mi się z powieścią Mistrz i Małgorzata Bułhakowa i pierwszym spotkaniem tytułowych bohaterów. Mistrz opowiada o nim poecie, Iwanowi Bezdomnemu: „Ona niosła żółte kwiaty! To niedobry kolor. Skręciła z Twerskiej w zaułek (…) Twerską szły tysiące ludzi, ale zaręczam panu, że zobaczyła tylko mnie. I popatrzyła nie jakoś bojaźliwie, ile jakoś boleśnie (…) Usłuchawszy żółtego nakazu, również skręciłem w zaułek i poszedłem, w ślad za nią (…) A w zaułku, proszę sobie wyobrazić, żywej duszy!” (M. Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, przeł. A. Drawicz, Poznań 2012, s. 181-182). Sytuacja, którą opisuje mężczyzna, jest intrygująca, jakby oderwana od rzeczywistości. Małgorzata raczej nie niosła słoneczników, jednak obie sceny – i literacką, i namalowaną przez Tanning, charakteryzuje nieprzewidywalność i niepokój. One płyną z domysłów na temat tego, co mogło bądź może się wydarzyć. Elementy niedopowiedzenia pobudzają fantazję. Z kolei kolor żółty wykazuje bardzo silne oddziaływanie, wytrąca z równowagi, bywa jak krzyk. Na obrazie dobrze komponuje się z ciemną zielenią, czerwienią, brązem.

Eine kleine Nachtmusik stwarza szerokie pole dla wyobraźni odbiorcy. Nie jest ważne, by rozwiązać kolejne zagadki. Lepiej zanurzyć się w ich niepokojącej atmosferze. Cienie na ścianie, podłodze, schodach potęgują tajemniczy klimat. Zainspirowana dziełem i moimi wrażeniami, ułożyłam własną opowieść:

Zerwałam w ogrodzie słonecznik. Pulsował intensywnymi barwami, a przez jego łodygę płynęły soki, które dawały im życie. Kolejnego dnia, po obudzeniu, popatrzyłam  w jego stronę. On schylił głowę w dół. Podniosłam ją, poczułam miękkość żółtych płatków na dłoni, po czym puściłam. Nie żył. Mógł rosnąć w zieleni i umrzeć zgodnie ze swoją naturą. Zamiast tego zginął w niewoli. Wyjęłam martwy kwiat z wazonu i obrywałam jego delikatne płatki, jeden po drugim, aż słonecznik nie miał już nic. Był nagim trupem.

Przyśnił mi się ostatniej nocy. Czułam zapach krwi, który przesiąkał przez wdychane powietrze. Nosiłam go w płucach. Stanęłam przed schodami, ale nie mogłam przejść dalej. Słonecznik znów trwał i nie czuł już bólu. Nie wiedziałam, jak poruszać się po śnie, w którym on blokował mi drogę. Długie włosy nieznanej mi kobiety spływały w dół, tuż przy odrapanej, zielonej ścianie. Śledził je cień. Bałam się go. To on nakłonił ją do morderstwa? Mnie, czy ją? Ona miała rozpiętą bluzkę, a pod nią była taka jasna. Czułam, że cień nie mógł pogodzić się z jej światłem. Pragnął je zagarnąć i unicestwić nas wszystkich. Zignorowałam go i podeszłam do słonecznika. Chwyciłam kwiat w obie ręce i ciągnęłam  go po podłodze. Był bardzo ciężki.  Nie miałam już siły, ale wolno przysuwałam go dalej, w bok, by odzyskać dostęp do schodów. Pragnęłam uciec, by nie stać się następną ofiarą. Moje bose stopy zostawiały ślady na zakurzonych stopniach. Wtedy sen się skończył. Nie wiem, gdzie pobiegłam.

Siła tego dzieła wypływa z tego, że każdy może stworzyć wokół niego własną historię.

Fotografia nadesłana przez autorkę artykułu 

© www.artystycznestrony.pl i Marta Motyl