PRACOWNIA   
ARTYSTYCZNYCH  STRON

Opublikowano 24-03-3013

Wino w pantofelku. Fantazje i obsesje Brunona Schulza

Zapada zmrok. Wydaje się, że niebo jest bardzo cienką błoną, która za moment pęknie, obciążona nasyconymi kolorami. One przechodzą od coraz ciemniejszego granatu aż do czerni. Niski, niepozorny mężczyzna w szarym garniturze idzie szybkim krokiem przez ulicę, jakby uciekał przed nadchodzącą katastrofą. Wbija wzrok w chodnik. Kiedy podnosi głowę, jego spojrzenie przykuwa młoda kobieta w płaszczu i sukni, lekko oświetlona blaskiem latarni.

Undula w nocy, 1920-22 r.

(źródło: http://brunoschulz.eu/wp-content/uploads/2012/06/Undula-w-nocy-Xi%C4%99ga-ba%C5%82wochwalcza-1920-22.jpg)

On przypatruje się jej sylwetce, rozkołysanej ruchem zgrabnych bioder i wsłuchuje się w dźwięk obcasów, miarowo stukających po chodniku. Stąpa za nią krok w krok. Już nie uda mu się wymknąć spod jej panowania. Ona ściska w dłoni smycz. U jej stóp przemyka czarny pies. Wyprowadza na spacer jego, czy mężczyznę? Kobieta podchodzi do pogrążonej w ciemności kamienicy. Ten, który ją śledzi, odczekuje dłuższą chwilę, zanim zaczyna cicho skradać się po schodach. Dostrzega uchylone drzwi. Ze szczeliny między nimi, a ścianą pada cienki pas światła. Mężczyzna otwiera je szerzej i bezszelestnie wchodzi do pokoju. Ona już na niego czeka. Siedzi na krześle przypominającym tron. Zrzuciła wyjściowy strój. Ma na sobie tylko krótką, białą sukienkę, głęboko odsłaniającą dekolt oraz czarne pończochy.

Bestie, 1920-22 r.

(źródło: http://brunoschulz.eu/wp-content/uploads/2012/06/Bestie-Xi%C4%99ga-ba%C5%82wochwalcza-1920-22.jpg)

Rozpoczyna się gra. Ona jest w niej ubóstwianą królową, a on jej ubestwionym poddanym. Nie może znieść blasku, jakim emanuje jej nagie ciało, więc pada przed nią na kolana i czołga się w stronę atrybutu jej władzy: pantofla na obcasie, porzuconego na podłodze. Bacznie się w niego wpatruje, jakby chciał przyciągnąć go wzrokiem, aż jego kontury zacierają się, bo są stworzone z nietrwałej tkanki snu. Wizja ucieka i okazuje się, że prawdziwy pantofel leży tuż obok biurka, przy którym artysta ogląda kolejne odbitki swoich prac graficznych.

Kim jest ten mężczyzna? To Bruno Schulz, pisarz, grafik, rysownik, malarz.

Autoportret przy sztalugach malarskich, 1920 r.

(źródło: http://brunoschulz.eu/wp-content/uploads/2012/06/Autoportret-przy-sztalugach-malarskich-1920.jpg)

Jego życie znacznie różniło się od dzieł. Wykonywał pracę nauczyciela rysunku, był osobą skrytą i nieśmiałą. Prawie całe życie spędził w jednym miejscu – małym, galicyjskim mieście, Drohobyczu, gdzie urodził się w 1892 r. Pochodził ze spolonizowanej rodziny żydowskiej. W jego tekstach i pracach plastycznych (na tym aspekcie twórczości skupię uwagę) Drohobycz uległ mitologizacji i idealizacji. Artysta nie lubił opuszczać rodzinnego miasta. Ono wciąż go inspirowało. Uważał, że tylko tu może tworzyć. Na czas młodości Schulza przypadł czas naftowej gorączki na terenach wschodniej Galicji[1]. Wtedy w Drohobyczu pojawiła się kultura kapitalistyczna, niczym opisywana w prozie artysty Ulica Krokodyli, złowroga przez agresywną nowoczesność. W 1910 r. upadł sklep z tkaninami prowadzony przez Jakuba Schulza, ojca artysty. Z powodu problemów finansowych Bruno Schulz musiał przerwać studia na wydziale architektury Politechniki Lwowskiej. Rodzinę wspomagał pieniężnie przez kilka lat Izydor Schulz, jego brat, który zrobił karierę w przemyśle naftowym[2].

Po wybuchu I wojny światowej początkujący twórca wyjechał do Wiednia, gdzie przez kilka miesięcy zajmował się studiowaniem malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych. Naukę przerwała choroba. Wówczas powrócił do Drohobycza. W 1915 r. umarł jego ojciec[3], a po śmierci brata w 1935 r. utrzymanie rodziny spadło na barki Brunona Schulza[4]. Posada nauczyciela zapewniała mu stałe źródło zarobku, jednak zabierała czas przynależny sztuce. Była koniecznością i nie dawała zbyt wiele satysfakcji. Sednem i sensem jego życia było tworzenie rysunków, prac graficznych i prozy.

Podsumowaniem doświadczeń rysunkowych artysty stała się Xięga Bałwochwalcza, czyli cykl grafik wykonanych techniką cliche verre, który powstał na początku lat 20. Jej bohaterkami są kobiece Idole, panujące nad zdeformowanymi, animizowanymi mężczyznami, którzy niewolniczo się im poddają. Wśród nich twórca umieścił także autoportrety. Schulzowi bliska była idea kobiety fatalnej. Boginie z Xięgi bałwochwalczej są siostrami Judyty i Salome, a także innych kobiet, mordujących po wspólnej nocy kochanków[5].

Zaczarowane miasto II, 1920-22 r.

(źródło: http://brunoschulz.eu/wp-content/uploads/2012/06/Zaczarowane-miasto-II-Xi%C4%99ga-ba%C5%82wochwalcza-1920-22.jpg)

Artysta sięgnął do XIX-wiecznej wyobraźni, ekscytującej się połączeniem okrucieństwa i erotyzmu, mającej odzwierciedlenie w wizjach Leopolda von Sacher-Masocha, a także do mitu dekadencji. W jego twórczości można znaleźć również podobieństwa z pracami Gustava Klimta, Oskara Kokoschki, Richarda Gerstla, Kolomana Mosera, Egona Schielego, Alfreda Kubina[6]. Schulz czerpał z różnych tradycji artystycznych, ale jego sztuka jest zjawiskiem niepowtarzalnym, wyjątkowym, gdyż na dużą skalę czerpie z głębin osobowości autora[7]. Można w niej odnaleźć odwołania do symbolizmu, ekspresjonizmu, a także do psychoanalizy. Istnieje hipoteza, że obsesje artysty wzięły się z dzieciństwa. Niania stosowała wobec niego kary fizyczne. Być może opiekunka fascynowała dziecko, a kary zamieniły się w jego pamięci w doznania erotyczne[8]. Artysta w grafikach z Xięgi połączył fantazję i seksualność, aurę snu i magię fetyszu – ważnymi elementami są kobiece pończochy i pantofle, występujące jako boskie atrybuty.

 Undula u artystów, 1920-22 r.

(źródło: http://brunoschulz.eu/wp-content/uploads/2012/06/Undula-u-artyst%C3%B3w-Xi%C4%99ga-ba%C5%82wochwalcza-1920-22.jpg)

Schulz także prywatnie przyznawał się do upodobania do fetyszy. Całowanie kobiecych nóg, ubranych w czarne, jedwabne pończochy przynosiło mu wyjątkową przyjemność. Podobno, gdy portretował jedną z przyjaciółek, popijał wino z jej pantofelka[9]. Te fascynacje znalazły odzwierciedlenie również w prozie artysty. Mroczne „ja”, obecne w najgłębszych warstwach jego świadomości, zostało wydobyte na światło dzienne poprzez twórczość. Odbiorca, gdy patrzy na te dzieła, czuje się dopuszczony do osobistych wizji autora.

Warto zatrzymać się na dłuższy moment na metodzie cliche verre. Została ona wynaleziona we Francji w połowie XIX w. Nie jest zaliczana do technik szlachetnych. Pierwszym etapem pracy Schulza było przygotowanie rysunku na papierze. Następnie przerysowywał go igłą na płytę pokrytą czarną żelatyną[10]. Wydrapywał negatywy na zużytych kliszach fotograficznych. Cienka igła nie była hamowana przez opór podłoża i przekazywała drżenie ręki[11]. Dzięki temu postacie wibrują razem z kreską, która prowadzi ich kształty, tworząc napięcie. Nadaje to twarzom, dłoniom i stopom postaci niewidoczną gołym okiem, lecz odczuwalną wibrację – coś jakby zapis gramofonowy emocji[12]. Później twórca przenosił rysunek metodą stykową na światłoczuły papier pozytywowy. Zdaniem Małgorzaty Kitowskiej-Łysiak, znawczyni grafik Schulza, efekt postarzenia artysta uzyskiwał dzięki kąpieli odbitek w herbacie lub kawie. Jednak Jan Gondowicz odrzuca tę tezę, uznając, że koloidowa powierzchnia nie zniosłaby takich zabiegów. Wskazuje, że Schulz mógł kupować papiery pozytywowe barwione w musie, dające podobny efekt[13].

Podobny klimat do prac z Xięgi miały ekslibrisy, wykonywane przez artystę.

Exlibris Stanisława Weingartena, 1919 r.

(źródło: http://www.brunoschulz.org/exlibris-w.htm)

Kolejny etap jego twórczości, po Xiędze Bałwochwalczej, to działalność stricte ilustratorska, odnosząca się do konkretnych tekstów: opowiadań ze Sklepów cynamonowych i Sanatorium pod Klepsydrą. Prace te znane są głównie z ołówkowych szkiców[14].

Adela i Edzio, ok. 1935 r.

(źródło: http://brunoschulz.eu/wp-content/uploads/2012/06/Ilustracje-Adela-i-Edzio-ok.-1935.jpg)

Łatwość w ujmowaniu form ludzkiego ciała, ornamentalna płynność linii, dekoracyjny polot w kompozycji grup i rozkładzie światłocienia – oto zalety (…) Przyrodzony wdzięk i poczucie dekoracyjności oraz silnie rozwinięta wyobraźnia plastyczna nadają jego pracom dużo uroku, który działa czasem jak silny narkotyk odurzający zmysły[15] - pisał Adolf Bienenstock w sprawozdaniu z wystawy, w której uczestniczył Schulz. Miała miejsce w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych we Lwowie w czerwcu 1922 r.  Działo się to w trzy miesiące po debiutanckiej wystawie jego grafik w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie. Schulz brał udział także w innych wystawach zbiorowych: m.in. w prezentacji  prac artystów żydowskich w Wilnie w 1923 r., czy w ekspozycji w salach Żydowskiego Domu Akademickiego w Krakowie[16]. Artysta nie porzucił rysowania do końca życia, choć to literatura okazała się jego powołaniem. Rysunki nie wytrzymują konkurencji z prozą. Jednak od technicznego mistrzostwa prac plastycznych ważniejsza jest ich poetycka wymowa. Z kolei literacka twórczość Schulza jest bardzo obrazowa, plastyczna i stanowi dowód na to, że w jego przypadku działalność graficzna i pisarska  współistniały na równych prawach, wzajemnie na siebie wpływając.

Prozę twórcy odkryła Zofia Nałkowska, która umożliwiła wydanie Sklepów Cynamonowych w 1934 r. Jego tekstami zachwycali się także Stanisław Ignacy Witkiewicz, Julian Tuwim, Leopold Staff,  Witold Gombrowicz. W 1937 r. ukazał się kolejny zbiór opowiadań Schulza, zatytułowany Sanatorium pod Klepsydrą. Pisanie nie przyniosło mu większych korzyści materialnych. Schulz z powodu problemów rodzinnych, finansowych, osobistych nie założył nigdy własnej rodziny. Spełnienie i szczęście artysty było ograniczone nie tylko przez czynniki materialne, psychologiczne, ale też historyczne. Nieuniknione uwikłanie w bieg historii zakończyło się dla niego tragicznie.

Po zajęciu terenów Drohobycza przez wojska niemieckie w miasteczku utworzono getto. Schulzowie zamieszkali w niewielkim budynku na jego terenie. Twórca nie mógł zabrać swoich prac. Przekazał je przyjaciołom na przechowanie, jednak większość z nich zaginęła – m.in. rysunki, grafiki, rękopisy tekstów, w tym powieść Mesjasz, nad którą pracował przez wiele lat. Interesujący i cenny dorobek przepadł bez śladu.

Schulz, pragnąc lepszych warunków życia, zgłosił się z pracami plastycznymi do urzędu do spraw Żydów. Wzbudziły zainteresowanie Feliksa Landaua, zajmującego w miejscowym gestapo stanowisko referenta do spraw żydowskich. Dał artyście zlecenie na wykonanie malowideł w willi, w której mieszkał, a także na portrety, ozdobienie malowidłami wnętrza kasyna gestapo i szkoły jeździeckiej. Twórca otrzymał dzięki „protektorowi” również pracę przy katalogowaniu ukradzionych przez Niemców zbiorów bibliotecznych. Przyjaciele z Warszawy, a wśród nich Zofia Nałkowska, namawiali go do ucieczki z getta. On wahał się, gdyż martwił się o los rodziny, którą by pozostawił. Jednak w końcu podjął decyzję. Przez fatalny zbieg okoliczności planowana ucieczka nie doszła do skutku. Dzień wcześniej miejscowy aptekarz próbował wydostać się z getta i postrzelił gestapowca. W odwecie Niemcy rozpętali na ulicach Drohobycza piekło. Był 19 listopada 1942 r. Schulz uciekał wraz z tłumem. Tam wypatrzył go Obersturmführer Günther. Kiedyś Landau zamordował kilku nadzorowanych przez Günthera Żydów, m.in. strzelając do nich z balkonu. W akcie zemsty za te czyny, Günther, który rywalizował z Landauem, dopadł Schulza i przyłożył mu pistolet do głowy. Dwa razy nacisnął na spust. Rozległ się ogłuszający huk wystrzału. Znane Schulzowi ulice, którymi przechadzał się i w rzeczywistości, i w fantazjach, zamieniły się w świadków jego przerażenia, bólu i śmierci. Tego samego dnia zabójca udał się do kasyna, gdzie spotkał Landaua i opowiedział mu o śmierci artysty. Uznał, że w końcu rachunki między nimi zostały wyrównane[17]. Takie znaczenie miało dla nich ludzkie życie. Stało się ich „własnością” i elementem rozgrywki, żywą ruletką.

Schulz pozostawił po sobie dziedzictwo o dużym znaczeniu dla kultury, a mógł ofiarować sztuce jeszcze więcej, gdyby dano mu szansę życia. Materia gardząca duchem poniżając go - uskrzydla[18] - pisał o pracach Schulza Jerzy Ficowski. To zdanie trafnie podsumowuje i przebieg losów Schulza, i jego twórczość.      

Hołdem dla poetyckiej, surrealistycznej wyobraźni Schulza jest film Sanatorium pod Klepsydrą w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa.

Plakat do filmu, projektu Franciszka Starowieyskiego

(źródło: http://www.grafiteria.com.pl/pl/p/1196-sanatorium-pod-klepsydra)

On podjął wyzwanie przetworzenia prozy artysty na kadry filmowe i „namalował” na jej motywach własne sekwencje obrazów, które wciągają odbiorcę w swój wir. Jestem pod dużym wrażeniem plastycznego rozmachu filmu, który moim zdaniem dobrze współgra z wizjami Schulza.

 Przypisy:
[1] S. Koper, Świat Brunona Schulza, w: Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 2010-2011, s. 245-246.
[2] Ibidem, s. 247.
[3] W. Rzehak, Biografia Brunona Schulza, w: B. Schulz, Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą, Kraków 2006, s. 185.
[4] S. Koper, op. cit., s. 253.
[5] J. Gondowicz, Bruno Schulz, Warszawa 2006, s. 37
[6] Ibidem, s. 20.
[7] Ibidem, s. 10.
[8] S. Koper, op. cit., s. 250.
[9] Ibidem.
[10]  J. Ficowski, Słowo o księdze bałwochwalczej, [w:] B. Schulz, Xięga Bałwochwalcza, Warszawa 1988, s. 18
[11] J. Gondowicz, op. cit., s. 26.
[12] Ibidem, s. 26.
[13] Ibidem, s. 22.
[14] J. Ficowski, op. cit., s. 24-27.
[15] Ibidem, s. 8.
[16] Ibidem, s. 9.
[17] S. Koper, op. cit., s. 264-265.
[18] J. Ficowski, op. cit., s. 21.
Bibliografia
J. Ficowski, Słowo o księdze bałwochwalczej, [w:] B. Schulz, Xięga Bałwochwalcza, Warszawa 1988.
J. Gondowicz, Bruno Schulz, Warszawa 2006.
S. Koper, Świat Brunona Schulza, w: Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 2010-2011.
W. Rzehak, Biografia Brunona Schulza, w: B. Schulz, Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą, Kraków 2006.

© www.artystycznestrony.pl i Marta Motyl