PRACOWNIA   
ARTYSTYCZNYCH  STRON

Opublikowano 25-07-2014

Tajemnice płótna

To, co najważniejsze, jest niewidzialne dla oczu.
Antoine De Saint-Exupéry („Mały Książe”)
 

Te - wydawać by się mogło chłodne, jakby w kamieniu zamknięte obrazy Jadwigi Hajduk emanują jednocześnie niebywałym ładunkiem napięć, uczuć od których nie jesteśmy w stanie uciec, nawet, gdy podejrzewani jesteśmy o brak uczuć ...

Bo w istocie, nie ma czegoś takiego jak brak uczuć, są tylko mocno skrywane, powściągane, nieuświadamiane aż do jakiegoś momentu granicznego.

I ilekroć obcuję z takim czy innym dziełem sztuki, przyłapuję się na tym, że owszem, porusza mnie ono swoją określoną estetyką, ale tak naprawdę gra moimi uczuciami.

- Od razu odsłonię, że wejście do pracowni ogromnie mnie zaskoczyło, choć może nie powinno, gdyż płótna Jadwigi Hajduk są – mówiąc najprościej - precyzyjne i uporządkowane.

Zatem: pracownia nie ma w sobie nic z artystycznego szaleństwa. Jeden z domowych pokoi, tyle, że ze sztalugą. Do tego pokój rozbielony, nie tylko światłem zza białej firany na oknie, ale bielą ścian oraz wszystkich w nim sprzętów, ze starą komodą i wspomnianą sztalugą włącznie. Tak jak na obrazach – nie ma tu nieporządku.

Od razu też w korytarzu, przy schodach wiodących na piętro do pracowni, zahaczył mnie obraz („Multiplikacje”), pobrzmiewający dalekim echem greckich personifikacji wdzięku - Charyt z hellenistycznych rzeźb i malarstwa.

Obrazy artystki z Rzeszowa (stamtąd pochodzi, tam mieszka, tam pracuje) widziałam właściwie tylko przez moment pewnego mocno deszczowego dnia.

Podjechałam do Galerii Garbary 48 w Poznaniu, gdzie artystka przygotowywała właśnie wernisażową ekspozycję. Chwila miłej rozmowy, dociekanie techniki, inspiracji, ot grzecznościowe spotkanie. A jednak coś we mnie zapadło. Ich archetypiczna struktura odcisnęła się we mnie jak stempel.

Szukałam dalszego kontaktu. Pojechałam do pracowni.

         

W pracowni dostrzegłam płótno z wizerunkiem konia. Znowu przywołującego sztukę dawną, choćby figurki odkryte w grobowcu w Wu Wei w jednej z chińskich prowincji.

Przeglądam katalogi Jadwigi Hajduk, krążę po domu i coraz bardziej zatapiam się w dawnym ściennym malarstwie, któremu ona nadaje wymiar współczesności. Gdy patrzę na niektóre postacie z jej obrazów (np. cykl „Uczucia”), odnoszę wrażenie, że - jakby uwspółcześniała brązowe figurki wotywne (odsyłam choćby do zdjęć figurek z sanktuarium sakralnego Santisteban), przenosiła je do naszej epoki, nadawała im cechy człowieka XXI wieku. Odczuwam pokrewieństwo, zarysu, energii, przesłania ...

Przypomniałam sobie ostatnią z edycji wystaw, które przez dziesięć lat, do 2005 roku organizowałam w Poznaniu w międzynarodowym wymiarze pod hasłem „Paleta Erosa”. Tytuł ekspozycji zamykającej cykl brzmiał: „Obrzęd wtajemniczenia”.

W katalogu pisałam m.in. „[...] artystów wszystkich kultur, mimo nieuchwytności jako takiej owego uczucia, będącego przecież przejawem wyłącznie emocji, psychicznych uniesień i turbacji [...] uwodzi w szerokiej bardzo gamie odcieni uczucie miłości.

Od zarania dziejów szukają formy do opisu, zdefiniowania czy zademonstrowania, tego w co wprawił ich wyczyn Erosa. Zaciekawienie, zadziwienie, uniesienie, ekstaza, tragizm, nienawiść, unicestwienie – to, i znacznie więcej odnajdujemy w literaturze, muzyce, w filmie, teatrze, w plastyce wreszcie. [...] Krążymy, pragniemy dopełnienia, przyciągamy się wzajemnie, a że o wzajemność jednak bardzo trudno i nielicznym się ona zdarza, częściej mamy do czynienia z marzeniami, z pragnieniami, z pożądaniem rozpalającym zmysły lub – na drugim biegunie – z nagłą utratą, z odrzuceniem, z porzuceniem. Wtedy, gdy historię sztuki prześledzić, powstają dzieła najśmielsze, najbardziej przejmujące, niekiedy najdoskonalsze.”

Poznańska wystawa Jadwigi Hajduk opatrzona była tytułem „Podglądanie uczuć”. W folderze wystawie towarzyszącym malarka napisała: - Tematyka mojej twórczości od samego początku oscyluje wokół emocji i uczuć. Człowiek na obrazach jest wieczną zagadką. Przeżycia, doświadczenia, zarówno te dotyczące bliższych i dalszych przyjaciół, bez przerwy dostarczają kolejnych tematów. Ludzkie uczucia sprawiają, że chcę dotrzeć do tego fascynującego wnętrza, w którym się wszystko zaczyna.

No właśnie – obraz jako rejestrator emocji.

Artystka przeżywa, zauważa, snuje refleksje i zamyka to w obraz. Nie histeryczny, nie krzyczący. Płótna mają, jak wspomniałam, znamiona antyku, mają niekiedy ekspresje surrealistyczną („Zmierzch na plaży”, „Anioły Rocka”, „Kankan” i inne), niekiedy realistyczną („Lusterko”, „Mieszkasz na lądzie, wypoczywaj nad wodą”, „Plaża”), niemniej wszystkie charakteryzuje dystans (artystka nie tkwi całym swoim jestestwem o obrazie – jest obserwatorem) i intrygująca tajemnica. Posługuje się tzw. techniką własną, mieszaną, której istotny element stanowi faktura, która stanowi jakby woal płótna lub rysunek dający poczucie czasowych (w amplitudzie właśnie historii sztuki) warstw, patyny, spękania, rytu ...

Piszący o twórczości Piotr Rędziniak zauważał: „Ludzie na jej obrazach są ze sobą spleceni lub uwięzieni w kokonach, dziwnych pajęczynach, w których trudno odróżnić, co jest elementem ciała, a co jest, a co nicią, która jest przedstawieniem mentalnym relacji między nimi.”

Jest współczesna, jest na wyciągnięcie ręki i oddalona zarazem, jednak niedostępna.

To intryguje, zatrzymuje, zastanawia, jest siłą jej malarstwa.

Zadaję wiele pytań. Oczywiście o mistrzów, o inspiracje, o ową tajemnicę obrazu, o to, czy istnieje coś takiego jak jej twórcze motto, przesłanie?; jak przebiega zmaganie z płótnem, o tematy i płótna porzucone ...

No i zamieniam się w słuch:

- Dla mnie – podejmuje swoją narrację gospodyni tego miejsca w willowej części Rzeszowa - malarstwo zaczyna się od impresjonizmu. Owszem cenię artystów z poprzednich epok, ale bliżej mi do sztuki XX wieku. Kocham sztukę nowoczesną, w pewnych jednak granicach. Martwy rekin w formalinie to – kręci przecząco głową - nie moje klimaty ...

Inspiruje mnie wszystko, poczynając od przeżyć własnych, a kończąc, jak pisałam w katalogu, na cudzych.

Moją uwagę często zwraca jakaś fotografia, czy zestawienie kolorów we wnętrzu, które stają się nagle zaczynem projektu, szkicu. Przy czym przedmiotem mojego zainteresowania jest nie tylko treść, ale i forma. Lubię eksperymentować z technikami. Kocham faktury, pełne dekoracyjności, niekiedy niemal na granicy tego, co nazywamy dobrym smakiem. Staram się jednak tej granicy nie przekraczać.

Lubię kiedy obrazy zdobią, wprawiają w dobry nastrój. Od przygnębiających tematów, wolę zadumę, zatrzymanie się na chwilę i skupienie na, w moim odczuciu, istotnym dla danej osoby momencie. To czasem stanowi treść.

Problemy twórcze zaczynają się wówczas, gdy chcę namalować coś "czystego".

Raczej nie tworzę cykli. Zbyt często zmienia mi się pomysł na to, co chcę malować.

Obrazy się ze mnie "wylewają". Zaczynam jeden, a ten następny prowadzi mnie w zupełnie innym kierunku, choć pomysł powstał podczas pracy nad tym pierwszym.

Tajemnica obrazu? - to coś co dzieje się we mnie, a co ma szansę zaistnieć w formie obrazu. Trudno to zdefiniować. Czasem mam wrażenie że jestem przedłużeniem narzędzia malarskiego. Tak czuję się wtedy gdy z obrazu jestem zadowolona. Choć zdarza się, że zadowolenie przychodzi później, kiedy nabieram dystansu do stworzonego obrazu.

- A momenty - dociekam dalej – bez malowania?

- Kiedy nie maluję czuję jakbym się okradła. Kiedy tworzę czuję się " kompletna”.

Tak, niejeden już raz słyszałam, że SZTUKA jest właściwie jak kochanek czy kochanka, stąd kolejny literacki tu cytat jako puenta rozważań o tym malarstwie:

„Olśniony staję przed nieznajomą, w którą się zamieniasz

Nieznajomą podobną do ciebie podobną do wszystkiego

co kocham

I co ciągle jest nowe”

Paul Eluard („Zarządziliśmy noc” tłum. Krystyna Rodowska)

Jadwiga Hajduk (rocznik 1964) uprawia malarstwo, rysunek, grafikę. W latach 1985-1990 studiowała w Instytucie Wychowania Artystycznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Dyplom z malarstwa w pracowni prof. Mariana Stelmasiaka obroniła w 1990 roku. Przed tym uczęszczała do Liceum Plastycznego w Rzeszowie. Nie zawsze korekty dotyczyły samego obrazu. Starała się jednak by nie zalegały w niej urazy, niechęci, co nie znaczy, że i one jej nie kształtowały. Otworzyły w artystce, rozszerzyły pokłady receptywności, empatii, uwrażliwiły na subtelności wszelkich między ludźmi relacji.

      

(zdjęcia autorki i przekazane przez Galerię Garbary 48;cytaty literackie pochodzą z mojego tekstu w kataloguX – ostatniej w 2005 roku edycji cyklu wystaw PALETA EROSA,wystawy zatytułowanej „OBRZĘD WTAJEMNICZENIA”)

© www.artystycznestrony.pl i Grażyna Banaszkiewicz