PRACOWNIA   
ARTYSTYCZNYCH  STRON

Opublikowano 02-07-2013

P O D G L Ą D A C Z
Malarstwo Jarosława Miklasiewicza
 

Jarosław Miklasiewicz  „siedzi”w swoim oknie, którym są płótna o zróżnicowanych wymiarach i obramowaniach, i z gorzką ironią, z drwiną, ale też z satyrycznym rozbawieniem, z poczuciem groteski, absurdu jaki rozgrywa się w otaczającej nas rzeczywistości tworzy obrazy, o których w katalogu do jednej z jego wystaw napisano, iż są w swoim kunszcie oparte na tradycyjnym warsztacie, na wzorach obrazowania dawnych, zwłaszcza holenderskich ( artysta świadomie trawestuje m.in. obrazy Boscha, Breugla ) mistrzów, naśladując niekiedy ich dzieła, aż do granic pastiszu ... Obrazy Miklasiewicza są nasycone, zagęszczone tak postaciami w plenerowym, ulicznym zbiorowisku, spektaklu, jak i motywami, wątkami, podtekstami, nawet gdy na płótnie fabularnie nieco się przerzedza, a mamy tak chociażby w przypadku obrazów „Ślepcy” (1992r.) czy „Narcyz” (1991r. ). Patrzymy na, w gruncie rzeczy znane nam postacie; znane z komentarzy do rzeczywistości, z malarskiej publicystyki także Jerzego Dudy-Gracza oraz, niekiedy, Franciszka Maśluszczaka. Rozdęci, karykaturalni bohaterowie codzienności, tkwią głęboko w realiach polskiej rzeczywistości, są osadzeni mocno w naszej tradycji narodowej, w naszej kulturze, obyczajowości, mentalności. To plejada wszelkiej maści kacyków, służalców, karierowiczów, sprzedawczyków, pseudoartystów, kuglarzy, ekshibicjonistów; to środowiskowe piękności, agitatorzy, filozofowie na miarę Diogenesa, mitomani ...  Znamy ich z dramatów Gombrowicza i Mrożka, znamy ich ze świętych ksiąg i ksiąg historii, znamy z przypowiastek, cyrkowej areny. Uśmiechamy się i – drętwiejemy!

Ten dom jest naszym domem, ta ulica – naszą ulicą. To wszystko dzieje się dookoła nas chociaż fontanny, drabiny, arki nie muszą stać obok nas dosłownie, nie muszą dosłownie unosić się tęczowe parasole, gęsie puchy, rozpięte liny ...

Wyobraźnia twórcy podpowiada mu rekwizyty dookreślające, udramatyczniające sytuacje, zdarzenia, rysy osobowości i fizyczności poszczególnych osobników uczestniczących w scenkach z kolejnych obrazów. I chociaż, co już przywołując chociażby odniesienia do Boscha i Breugla podkreśliłam, nie stanowi twórczość Miklasiewicza nowatorskiego nurtu, to doskonale wpisuje się w ów przynależny każdej epoce malarski, chichotliwy, ostrzegający lub refleksyjny artystyczny komentarz.

Theodore Gericaut – francuski malarz i grafik doby romantyzmu stworzył w 1819  roku słynny obraz „Tratwa „Meduzy””, wywołany autentycznym, współczesnym  mu zdarzeniem, tragedią grupy rozbitków z okrętu „Meduse”. Obraz stał się metaforą losów człowieka w ogóle. W 1984 roku Jarosław Miklasiewicz namalował swoją „Barkę meduzy”.

W obrazach Miklasiewicza odnaleźć można powinowactwo również z obrazami mocno nadmuchanych lalek kolumbijskiego współczesnego twórcy Fernando Botero i figuratywnymi, bajecznymi tworami nacechowanymi podtekstami erotycznymi, utrzymanymi w atmosferze tajemniczych niedomówień z płócien włoskiej, zmarłej w 1996 roku artystki, Fini Leonor. Odniesień wszelkich, powinowactw, a nawet cytatów jest u Miklasiewicza sporo. Nie przyswaja ich sobie bezkarnie. Zaznacza wyraźnie ich pochodzenie, mocuje się nimi, bo jak mówi: „W sztuce nie można zalecać się, trzeba być brutalnym”. Jest samoukiem. Mówi o sobie: ”Dochodziłem do swoich umiejętności malarskich metodą prób i błędów. Pracowałem w osamotnieniu. Jedni uczą się w pracowniach mistrzów, na uczelniach ...  Mnie ułożyło się życie inaczej. Moją szkołą były wystawy, muzea, własne próby.”

Jarosław Miklasiewicz (ur. 1948 ) maluje od 1972 roku. W 1974 - wyróżniony w Ogólnopolskim Konkursie „Pejzaże wiejskie”. Dwa lata później uhonorowany I nagrodą w konkursie „Sport w sztuce”. Pokonkursowa wystawa odwiedziła Lipsk, Halle, Sofię, a w 1978 roku Szwecję, torując artyście drogę do kolejnych wystaw, budząc zainteresowanie muzeów i kolekcjonerów prywatnych. Wzmógł zainteresowanie jego malarstwem udział Miklasiewicza w Targach Sztuki w 1987 w Gandawie i w Kolonii oraz w Międzynarodowych Targach Sztuki Figuratywnej w Gandawie w 1992 roku.

Osiągnął Jarosław Miklasiewicz mistrzostwo w „reżyserowaniu” pozornego w jego obrazach chaosu, perfekcjonizm w obnażaniu póz, patosu i obłudy, w uświadamianiu nam, trwałości – jak napisał o malarstwie Miklasiewicza Aleksander Jackowski – ludzkich przywar i grzechów. Zmienia się bowiem kostium, sztafaż, ale nie istota ziemskich namiętności. Jackowski nazywając Miklasiewicza moralistą, lokuje go w szeregu następujących twórców: „Krawczyk, Duda-Gracz, Dwurnik, a także Topor, Czeczot, Krauze, Mleczko, Lutczyn.”

Kulturoznawca Marian Golka w „Gazecie malarzy i poetów” nr4/1999 wzmacnia rolę Miklasiewicza, przypisując mu działanie oskarżyciela, pisze: „Autor oskarża postacie przedstawione w swoich obrazach o to, iż bez należytej uwagi i bez odpowiednich przeżyć uczestniczą w tych niezwykłych mitycznych sytuacjach. Oskarża o to, że ludzie ci nie dostrzegają niczego wyjątkowego w toczącym się dramacie, lirycznej chwili albo historycznej niezwykłości wydarzenia. Oskarża o to, że ludzie patrzą na wszystko tak samo, jak się patrzy na przejeżdżające samochody, na uliczne stragany czy na otaczający tłum. Oskarża o nadmiar banalności, która przylega do wszystkich zbyt mocno.”

Czy Miklasiewicz rzeczywiście moralizuje, czy oskarża? Tkwi przecież sam w tych sytuacjach, na obrazach nawet dosłownie. Bardzo często wprowadza w tłum autoportret. Niekiedy w którymś z okien na tym czy innym płótnie dostrzec można właśnie jego samego /zabieg również w historii sztuki znany/. Niczym nie wyróżniając się z otoczenia siedzi oparty o parapet. Siedzi i patrzy ... Nie grozi palcem. Rejestruje.


© www.artystycznestrony.pl i Grażyna Banaszkiewicz