PRACOWNIA   
ARTYSTYCZNYCH  STRON

Opublikowano 17-03-2013

NIE WIERZCIE WŁASNYM OCZOM ...

Na pewno nie należy dowierzać nawet własnym oczom w kwestii sztuki rozpoznawanej w przekazach medialnych, zapisach na video, w albumach. Sama tego doświadczyłam dobitnie, choćby w przypadku osławionej „Mony Lisy”genialnego Leonardo Da Vinci.

Kiedy w 1975 roku, niemal omdlała po długim przesuwaniu się  w kolejce za liczną grupą japońskich turystów dane mi było wreszcie stanąć przed tym bodaj najbardziej znanym w świecie obrazem, poczułam rozczarowanie. Taki mały ?! – Owszem, stałam w bezpiecznej odległości, wyznaczonej ekskluzywnym sznurem rozpiętym pomiędzy metalowymi stojakami, obraz – po kolejnych próbach kradzieży – chroniła zbrojona szyba, ale fakt jest faktem, że moja wyobraźnia została mocno intensywnością najrozmaitszych opisów obrazu rozbudzona, a tu ... Moim zdaniem znajdująca się w polskich zbiorach „Dama z łasiczką” jest obrazem zasługującym na większe uznanie.

W przypadku sztuki kinetycznej czy op-artowskiego malarstwa wizualistycznego stan halucynacyjnego oszołomienia może wywołać jedynie naprawdę własne z danym obiektem bezpośrednie doświadczenie.

„YOU  WILL NOT BELIEVE YOUR OWN EYES...”  - czytałam  na zaproszeniu i plakatach wystawy twórcy uważanego za jednego z prekursorów op-artu (z angielskiegoopticalart –sztukaoptyczna,wzrokowa), jednego z pierwszych członów grupy Espace, Victora Vasarely.  Zaintrygowana postanowiłam udać się do Muzeum Sztuki Współczesnej w czeskim Ołomuńcu na wystawę, którą  przygotowano  na 100-lecie urodzin artysty, w 2008 roku. W dokumentach z ostatnich lat życia Victora Vasarelego widnieje bowiem data 1908 ! Prawda jest jednak taka, że urodził się on 9 kwietnia 1906 roku w Pécs na Węgrzech, no i tylko z biegiem lat, postanowił sobie choć chwilę z nich ująć...

Ot, wzruszająca słabostka niezwykle logicznego, precyzyjnego i od pewnego momentu wręcz systematycznego człowieka. Jak relacjonował mi jego wnuk Pierre: wstawał o 6:00 rano i udawał się do pracowni. Potem kąpiel, śniadanie, czytanie gazet, gra w szachy, znowu pracownia, obiad, szachy (to ćwiczenie umysłu było dla niego bardzo istotne, uczył też gry w szachy małego Pierre’a), potem dziennik telewizyjny (jedyny program, jaki oglądał!)... Dociekałam, czy miał w tym wszystkim czas na rozmowy z żoną? Pierre uśmiechał się rozbrajająco: - Zapewniam panią, że miał. Jakkolwiek przyjaciółką jego życia, kimś kto psychicznie, mentalnie był mu bardzo bliski stała się na lata - mocno już  w momencie o którym teraz piszę  po dziewięćdziesiątce, a nadal prowadząca w Paryżu galerie na  Marais i przy Saint-Germain, wystawiająca „swoich” artystów na Targach w Bazylei, legendarna marszandka  minionego stulecia - Denise René (1913-2013)*.

 

 

 

   

Tu kolejny anegdotyczny wtręt. Pół roku później, dane mi było poznać Denise René.

Umówiłyśmy się w dzień jej urodzin, 27 czerwca, niemiłosiernie upalnego czerwca 2008 roku, w galerii na Marais. Nie mógł się w tej rozmowie nie pojawić wątek Victora Vasalery. Ożywiona wspominała pierwsze spotkania, wieloletnią współpracę, momenty kiedy ratował ją finansowo, bo – mówiła – on był prekursorem obecnego marketingu. Patrząc mi w oczy zapytała zawadiacko: - Chcesz wiedzieć, czy miałam z nim romans? Tak, miałam.

Później widziałam jeszcze wystawę prac Viktora Vasarely w Budapeszcie, w Ludwig Museum of Contemporary Art, w poznańskim Muzeum Narodowym oraz Galerii Miejskiej Arsenał. Niewiarygodnie wibrujące obrazy, niewiarygodnie budujące przestrzeń na niewielkim nawet papierze.

Victor Vasarely zaliczany dzisiaj do École de Paris, studiował  w Budapeszcie medycynę. W 1928 roku zaczął uczęszczać na Wydział Architektury (Podolini-Vlksmann’s i Bortnyik’s School), gdzie za pośrednictwem przedstawiciela Bauhausu László Noholy-Nagy zapoznał się z teoriami K.Malewicza, P.Mondriana i W.Kandinsky’ego.

Miał za sobą pierwsze prace w reklamie, dwie wystawy w stolicy Węgier, gdy w 1930 roku zjechał do Paryża. Działał jako dekorator i grafik.  Zainteresował się malarstwem, tworząc kompozycje abstrakcyjne, utrzymane w rygorystycznych formach geometrycznych.  I to właśnie Denise René organizowała jego pierwsze w Paryżu wystawy, w 1944 roku, 1946, 1949, 1952, 1955 – owa słynna wystawa „Mouvement” /Ruch/...

Vasarely wykorzystując anatomiczne zjawisko bezwładności oka, skupił się na budowaniu złudzeń optycznych, na dynamice barw, rytmizowaniu kompozycji, zaczął w swoich pracach, rozszerzając je także o tkaninę dekoracyjną, ceramikę i film, stosować efekty dające wrażenie ruchu, przestrzeni, wibracji, hipnotycznego – jak wspomniałam – oszołomienia. W zderzeniu z jego pracami stajemy wobec zagadki – co naprawdę widzimy?  

Bardzo dokładnie rozrysowywał swoje projekty, wklejał ponumerowane kartki oznaczające kształt, wielkość (pasjonowała go filozofia nieskończonej wielkości i nieskończonej małości oraz łączenia tychże), barwę. Ważną rolą w tej „grze” było zestawianie wszystkiego na zasadzie pozytywu i negatywu. Z czasem doszedł do tego ruch fali, rozmywania się obrazu. Pierre Vasarely opowiadał mi, że dziadek co roku w latach 40. i 50. XX wieku przebywając po dwa miesiące na wakacjach na Południu Francji, lubił godzinami oglądać przemieszczające się w wodzie, obmywane falą kamyki.

Zauroczony architekturą  Gordes, w tamtejszym renesansowym zamku, otworzył swoje Muzeum.

W 1996 roku, w roku śmierci  Victora Vasarely zamknięto Muzeum w Gordes. Ale cały czas dynamicznie rozwijała się już inna jego inicjatywa – Fundacja i zaprojektowane przez niego w estetyce op-artu (falowiec z załamujących się kwadratów, z wpisanymi weń naprzemiennie, w ulubionej biało-czarnej tonacji, kwadratami i kołami),  Muzeum w Aix-en-Provenece. Do dzisiaj funkcjonuje tam Międzynarodowe Studium Analizy Eksperymentów Wizualnych.

W ślady ojca poszedł również jeden z jego dwóch synów, Jean-Pierre Vasarely (1934-2002), znany pod pseudonimem Yvaral. Ukończył studia na Wydziale Grafiki i Reklamy Ecole des Arts Applique-23s w Paryżu. Tworzył optyczno- kinetyczne reliefy i obrazy, którym złudzenie ruchu nadawał przez nadrukowywanie na pierwotny obraz figur geometrycznych, pogrupowanych w określone kolory. W 1960 roku, m.in. z artystami Le Parc, Morellet i Sobrino, założył eksperymentalną Grupę de Recherche d’Art Visual. Nie miał jednak w sobie swoistego wizjonerstwa Victora Vasarely.

Bywalcy pracowni Vasarely’go opowiadają o tym , jak otwierał, gdy zjawiał się u niego potencjalny nabywca, zainstalowaną w podłodze klapę i przywoływał swoich asystentów, by przynosili prace określone poszczególnymi numerami.

W swoich laboratoriach rozprawiał o nadchodzącej epoce sztuki (sic!) powszechnie dostępnej, zdemokratyzowanej, powielanej jak serigrafie, czy multiple.

Widział sztukę także w kontekście urbanistycznym (vide - projekt Muzeum w Aix-en-Provnece). Historycy sztuki obficie w swoich opracowaniach cytują jego spostrzeżenia, projekcje przyszłości. Bożena Kowalska w publikacji „Od impresjonizmu do konceptualizmu – Odkrycia sztuki”, przytacza na przykład tę oto wizję Vasarely’go: „Wszędzie natura wycofuje się z zajmowanych przez siebie pozycji. Współczesny człowiek musi  wynagrodzić sobie tę stratę, tworząc wokół siebie świat ze sztucznych tworzyw, równocześnie, równie niezbędny do życia jak witaminy, tlen czy miłość. Kilometry kwadratowe mieszkań spółdzielczych zachwiały równowagę duchową człowieka. Niezwykła siła regenerująca leży w nowym zastosowaniu formy i barwy.”

Victor Vasarely miał tego absolutną świadomość, w całej artystycznej i pozaartystycznej aktywności.

Na gruncie sztuki: w obrazach, grafikach, tkaninach  i multiplach - niezmiernie sterylnych i efektownych, co też  było zgodne z jego twórczym założeniem  - Victor Vasarely, steruje widzem, „wsysa go”. Powoduje - gdy oglądamy wydaje się dwukolorowe tylko serigrafie - zwężenie i zaraz potem gwałtowne rozszerznie źrenic, albo poczucie dziwnej niestabilności przed pracą nieruchomo przecież, równiutko wiszącą na wypoziomowanej ścianie. I oto chodzi, o to chodzi – o to pytanie, co naprawdę widzimy? To sztuka testująca naszą umiejętność panowania nad sobą. Pozostająca  w skrajnej opozycji do dzieł otwarcie rozbudzających w nas emocje, albo mówiących: widzisz to, i tylko to. Prekursorka wszechobecnej dzisiaj reklamy i może dlatego powracająca obecnie również jako motyw ubioru, wystroju wnętrz, wszelkich gadżetów.

     

     

Zdjęcia autorki oraz udostępnione przez Pierre’a Vasalery.

* W tym miejscu warto przypomnieć, że to Denise René pokazała w swojej galerii w Paryżu w XI-XII 1957 roku, na wystawie „Précurseur de l’art abstrait eu Pologne”, prace konstruktywistów: K. Malewicza, K.Kobro, W.Strzemińskiego, H.Berlewiego i H.Stażewskiego.

© www.artystycznestrony.pl i Grażyna Banaszkiewicz