PRACOWNIA   
ARTYSTYCZNYCH  STRON

Opublikowano 01-03-2013

Bardzo długi obraz
Twórczość Andrzeja Kurzawskiego (1928 – 2012)
 

Powściągliwy, niezmiernie wrażliwy, zawsze baczący, by nikomu w niczym nie uchybić, z charakterystycznym gestem zamaszystego odgarniania włosów, z charakterystycznie palonym papierosem. Obecny niemal do końca życia, mimo niedomogów zdrowotnych, na niemal wszystkich wernisażach w poznańskich muzeach i galeriach.

Andrzej KurzawskiNie jest jednak tajemnicą, że najlepiej czuł się w swoim „Gołębniku”. Andrzej Kurzawski nazywał tak swoją pracownię na poddaszu kamienicy przy ul. Wolnica, do której kiedyś wdarły się gołębie czyniąc niemałe spustoszenie...
Każdy, kto był tam zaproszony mówi o „Gołębniku”, jako o miejscu magicznym. Pozorny nieład, różne cenne drobiazgi, bo coś się we wspomnieniach z nimi wiązało – jak z ceramiczną kopią rzeźby Ludwika Pugrta „Dama z hartem”, czy pożółkłą pocztówką z reprodukcją obrazu „Gracze w karty” Paula Cézanna, z otwartą zawsze książką Jana Cybisa. W kącie korytarza pracowni leżały małe obrazki na posklejanych płytach, w ramkach z różnych kawałków drewna.

Wtedy, po wojnie - mówił Andrzej Kurzawski w moim o Nim filmie (zrealizowanym w 2008 roku, pod tym samym tytułem: „Bardzo długi obraz” ) - niczego nie było, żadnych gotowych blejtramów, ba nie było na nie materiałów. Zbieraliśmy co się dało, sami to zbijaliśmy. Ale czy ma znaczenie na czym obraz jest malowany i jakiego jest formatu? Ważne jaki jest. Cézanne namalował niewiele i raczej małych obrazów. I wystarczyło!

O swojej twórczości nie lubił rozprawiać. Należał do tej formacji, która wypowiada się obrazem, nie potokiem słów, które potem w żaden sposób do niego nie przystają.
Na odwrociu obrazów w korytarzu widniały daty: 1947, 1951, 1953... Na płótnach pejzaże, Park Sołacki, domy na Starołęce (w Poznaniu), domy w Kazimierzu, plener w Skokach, martwe natury, kwiaty. Wyraźna przynależność stylistyczna, estetyczna do kolorystów i kapistów. Wyszedł przecież z pracowni Stanisława Szczepańskiego, Wacława Taranczewskiego i Eustachego Wasilkowskiego.
Na stole znalazłam czarno-białe zdjęcie, a na nim dwie postacie w białych fartuchach przed sztalugami, plecami do siebie: stojący - Andrzej Kurzawski, siedząca na stołeczku - Teresa Pągowska. Obok jeszcze jedno zdjęcie, sprzed ponad 50. lat . Mostek w Parku Sołackim. Gotowi do zawojowania życia: On, Józef Flieger, Alfons Gielniak, Zygmunt Gromadziński ... Gdy realizowałam film, Jego kolegów dawno już nie było na świecie. Nie ukrywał, że czuł się osamotniony.

Przeglądałam obrazy, oparte o ściany pracowni. Dominowały - jak wspomniałam - pejzaże. Pejzaż był zdecydowanie głównym motywem obrazów Andrzeja Kurzawskiego. Z czasem coraz bardziej rozbielany.

Andrzej Kurzawski całe twórcze życie zmagał się z bielą. Chyba nikt tak bieli jak On nie malował.

Owszem, na deskach, kartonach i płótnach pojawiał się - mimo że mocno oszczędny - kolor. Są na nich brunatności i głębokie szarości, są tonacje niebieskie, po ultramarynę. Nie ma zieleni. Ale, Andrzej Kurzawski - tak to odczytuję - pokazywał przede wszystkim biel, owy brak koloru pełen koloru, skalę jego tonacji i jakież zagęszczenie.
Dla Andrzeja Kurzawskiego ważna była bowiem również faktura obrazu. Chropawa, zarazem w swojej srebrzystości stanowiąca pewną tajemnicę; wciągająca, urzekająca. Niepokojąca wtedy, gdy pejzaż jest brunatny, gdy łamią go ostro linie skał, jak w cyklu powstałym po powrocie (lata 60.) z plenerów w Bułgarii i Jugosławii.

PracowniaW tej Jego pracowni, w kącie pod oknem intrygowała wszystkich wielka sterta tubek po farbach. Andrzej Kurzawski cytował Eustachego Wasilkowskiego: „Malarstwo nie znosi skąpstwa”.

W ostatnich latach życia tworzył cykl „Okna”. Ale to nie jest patrzenie z okna, czy przez okno. To patrzenie z własnego wnętrza, wnikliwy dyskurs z tym, co już wcześniej powstało, dążenie do  o b r a z u  c z y s t e g o . Znaczenie ma każde pociągnięcie pędzla. Znaczenie tu ma format.
Andrzej Kurzawski doklejał płótna lub kartony na wysokość, albo szerokość kompozycji. Nie ma w tym zunifikowania. Nie ma kuglarstwa. Jest w pełni z a m i e r z o n a kompozycja.
Gdy z uporem dopytywałam o istotę malarstwa, spod różnych druków, wyjął jeden z folderów, przeczytał zapis profesora Zdzisława Kępińskiego: „Obrazy ... rodzą się nie z natury lecz z innych obrazów, w kulturze one tkwią, a nie w przyrodzie”. Dopowiedział: - Ja się z nim zgadzam! Pomyślałam: Bardzo długi obraz ...

Przychodząc do "Gołębnika" zrozumiałam także fascynację Profesorem wielu Jego studentów. Nie narzucał się, a znającym Go, Jego sztuka zapadała  głęboko w pamięć.

Przychodząc do "Gołębnika" zrozumiałam także fascynację Profesorem wielu Jego studentów. Nie narzucał się, a znającym Go, Jego sztuka zapadała  głęboko w pamięć.

 

 

 

     

       

     

Fotografie nadesłane przez autorkę artykułu

© www.artystycznestrony.pl i Grażyna Banaszkiewicz