PRACOWNIA   
ARTYSTYCZNYCH  STRON

Opublikowano 08-04-2013

Artyści z Kolekcji   ( K O L E K C J A )

(1) Artur Przebindowski

          Widząc po raz pierwszy prace Artura Przebindowskiego, na myśl przyszło mi malarstwo gestu Jacksona Pollocka i pomimo, że ten pierwszy, obrazując miasta, uderza pewną metodą, dyscypliną, przemyślanym układem, zaś przedstawiciel ekspresjonizmu abstrakcyjnego, mimo kontroli kadru i doboru środków wyrazu, bazuje jednak na przypadku, coś sprawiło, że na jedną małą chwilę dostrzegłam między nimi podobieństwo. Dialog otwartych form? Być może wydaje się to czystym absurdem, w końcu jak mają się (powiedzmy umownie) realistyczne układy budynków do żywiołu i spontaniczności nieprzedstawiających znaków. Jednak po dłuższym zastanowieniu nie jest to wcale takie niedorzeczne. Przyglądając się dziełom Artura Przebindowskiego najpierw uderza nas stonowana kolorystyka i mnogość nagromadzonych linii, plam, które tworzą pewną konstrukcję. Rytmikę. Abstrakcyjną kompozycję. Obrazy różnią się od siebie układem, zagęszczeniem budynków, barwą. Kompozycja jest mniej lub bardziej monochromatyczna, jednak za każdym razem jest to (jak w przypadku Pollocka) ten sam gest.

          W pracach Artura Przebindowskiego dostrzegamy bliżej nieokreśloną przestrzeń miejską, będącą szeregiem plastycznych znaków. Rytmicznych, lecz wrażliwie nałożonych rysunków. Gdzieniegdzie delikatna linia niewidocznej ulicy oddala od siebie budynki, przyciągając uwagę widza, przez co obraz jest jeszcze bardziej uporządkowany. W większości dzieł formy nagromadzone są tak gęsto, że ciężko skupić wzrok na jednym punkcie. Tworzą one poniekąd abstrakcyjną siatkę i mimo realistycznego wydźwięku obrazów, czyta się je nie jako konkretny miejski pejzaż, zawierający dane elementy, ale jako spójną i bardzo wrażliwą materię. Jakąś przestrzeń. Miejsce, które może być każdym miastem.

          Obrazy Artura Przebindowskiego: multiplikacja budynków, okien, kamienia oświetlonego słońcem bądź pozostawionego w cieniu, nagromadzenie miejskich elementów pozbawionych roślinności i ludzi. Ciszy nie będącej jednak pustką, bardziej ciszy popołudnia, kiedy przez ciemne mieszkania przechodzi na wskroś całe lato – wędrówka słońca tak pięknie opisywana przez Brunona Schulza w „Sklepach cynamonowych”.

© www.artystycznestrony.pl i Barbara Szal-Porczyńska